Ciemna noc duszy

08 Sierpień 2018 autor: R.C. Sproul

Ciemna noc duszy. Określenie to opisuje bolączkę, na którą od czasu do czasu cierpieli najwięksi z chrześcijan. To właśnie ona sprawiła, że poduszka króla Dawida była przesiąknięta łzami. To właśnie jej prorok Jeremiasz zawdzięcza miano „Płaczącego Proroka”. To właśnie ona wywołała w Marcinie Lutrze melancholię, która omal nie przyprawiła go o śmierć. Nie chodzi tu o zwykłą depresję, ale o depresję powiązaną z kryzysem wiary, kryzysem, który przychodzi, gdy człowiek odczuwa nieobecność Boga lub czuje się przez Niego opuszczony.

Depresja duchowa istnieje naprawdę i może być bardzo dotkliwa. Możemy się zastanawiać, jak to możliwe, że człowiek wierzący może doświadczać takich duchowych dołków, ale jakakolwiek nie byłaby ich przyczyna, nie ujmuje ona nic z realności ich doświadczenia. Nasza wiara nie jest czymś stałym. Ulega nieustannym zmianom. Jest chwiejna. Przechodzimy z wiary do wiary, a w międzyczasie możemy doświadczać okresów wątpliwości, podczas których wołamy: „Panie, wierzę, zaradź memu niedowiarstwu”.

Możemy też pomyśleć, że ciemna noc duszy to coś, czego zupełnie nie da się pogodzić z owocami Ducha Świętego, nie tylko z owocem wiary, ale i radości. Skoro Duch Święty wypełnił nasze serca niewypowiedzianą radością, czy może tam być miejsce dla takiej ciemności? Ważne, abyśmy potrafili odróżnić duchowy owoc radości od kulturowej koncepcji szczęścia. Chrześcijanin może mieć radość w swoim sercu i jednocześnie depresję duchową w swojej głowie. Radość, która jest w nas, podtrzymuje nas w czasie ciemności i nie gasi jej duchowa depresja. Radość chrześcijanina trwa pomimo wszelkich życiowych zawirowań.

W 2 Liście do Koryntian św. Paweł poucza swoich czytelników o znaczeniu nauczania i głoszenia Ewangelii ludowi. Jednak przypomina także Kościołowi, że skarbu, jaki otrzymaliśmy od Boga, nie przechowujemy w naczyniach ze złota i srebra, ale w – jak je nazywa apostoł – „naczyniach glinianych”. Dlatego dodaje: „aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas”. Od razu potem apostoł stwierdza: „Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele” (2 Kor 4, 7-10).

Słowa te wyznaczają granice doświadczanej przez nas depresji. Depresja może być głęboka, ale nie jest ani wieczna, ani śmiertelna. Zauważmy, że Paweł Apostoł opisuje nasz stan na wiele różnych sposobów. Mówi, że „znosimy cierpienia”, „żyjemy w niedostatku”, „znosimy prześladowania”, i „obalają nas na ziemię”. Te wymowne obrazy ilustrują to, co muszą znosić chrześcijanie, jednak wymieniając nasze doświadczenia, św. Paweł określa także ich granice. Znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu. Żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy. Znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni. Obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy.

Musimy znosić te uciski, które – choć dotkliwe – jednak nie wywołują w nas zwątpienia. Możemy być zagubieni i żyć w niedostatku, jednak niedostatek ten nie wywołuje w nas zgubnej desperacji. Nawet, gdy znosimy najcięższe prześladowania, nie czujemy się osamotnieni. Możemy doświadczać zgryzoty lub poczucia klęski, jak opisał to prorok Jeremiasz, jednak w naszym sercu wciąż jest miejsce na radość. Pomyślmy o proroku Habakuku, który w swoim nieszczęściu zachował pewność, że pomimo przeciwności, z jakimi musiał się zmagać, Bóg uczyni jego nogi podobne jelenim i wprowadzi go na wyżyny.

W innym miejscu Paweł Apostoł w Liście do Filipian upomina czytelników: „o nic się już zbytnio nie troskajcie”, wyjaśniając, że lekarstwa na troski szuka się na kolanach i że pokój Boży jest ukojeniem dla naszego ducha i rozprasza troski. I znów, możemy się troskać, denerwować i martwić, jednak ostatecznie nie poddawać się bezdennej desperacji.

Współistnienie wiary i depresji duchowej znajduje odzwierciedlenie w wielu innych biblijnych opisach stanów emocjonalnych. Często słyszymy, że to zupełnie normalne, że człowiek wierzący doświadcza smutku. Nasz Pan był mężem boleści oswojonym z cierpieniem. Chociaż smutek może dosięgnąć głębi naszej duszy, jego skutkiem nie może być zgorzknienie. Smutek jest normalną emocją, czasem nawet cnotą, ale w duszy nie może być miejsca na zgorzknienie. W podobny sposób dostrzegamy, że dobrą rzeczą jest pójście do domu żałoby, ale nawet w czasie żałoby to niskie uczucie nie może ustąpić miejsca nienawiści. Wiara nie gwarantuje wolności od duchowej depresji, jednak ciemna noc duszy zawsze ustępuje przed jasnym światłem Bożej obecności.

Tłumaczenie: Karol Kawczyński
Udostępniono z pozwolenia Ligonier Ministries. 
Źródło: https://www.ligonier.org/learn/articles/dark-night-soul/

author image
Dr R. C. Sproul (1939-2017) był założycielem oraz przewodniczącym Ligonier Ministries – międzynarodowej, chrześcijańskiej służby edukacyjnej z siedzibą w Sanford na Florydzie. Był on jednym z pastorów w reformowanym kościele św. Andrzeja (Saint Andrew’s) w Sanford. Jest autorem ponad siedemdziesięciu książek, między innymi: „Świętość Boga”, „Wybrany przez Boga”. Był on również redaktorem naczelnym Reformacyjnego Komentarza Biblijnego (The Reformation Study Bible) oraz napisał kilka książek dla dzieci, takich jak „Zatruty Puchar Księcia”.