Mariusz Szczygieł. Projekt: prawda. Reakcja. Cz. II

06 Czerwiec 2018 autor: Aleksander Nezamutdinov

Człowiek ograniczony?

„A ponieważ mam religijną namiętność, stworzyłem wiersz religijny, że Bóg mnie kocha, dlatego dał mi druciane skarpetki, abym za daleko od niego nie odszedł” (Prawda z krzaku jeżyny).

Chciałbym przytoczyć tu cytat z książki Bóg. Czy są powody by wierzyć Tima Kellera, w którym autor odpowiada na podobny zarzut w stosunku do chrześcijaństwa:

"Ryba, ponieważ absorbuje tlen z wody, a nie z powietrza, jest wolna jedynie w przestrzeni ograniczonej wodą. Jeśli umieścimy ją na trawie, jej wolność ruchu a nawet życia nie tylko nie zwiększy się, ale zostanie zniszczona. Ryba umrze, jeśli nie uszanuje rzeczywistości swej natury. 

W wielu dziedzinach życia wolność polega nie tyle na braku ograniczeń, co na znalezieniu tych właściwych (...)". (Tłumaczenie Krzysztof Pawłusiow, str. 87)

Na stronach książki Projekt:Prawda można także dostrzec próby uciszenia chrześcijan i głoszonej przez nich wiary drogą lekceważenia kwestii religii w życiu społecznym. Ale i to nie jest niczym nowym, ponieważ jest to powszechna tendencja w naszej kulturze.

„Nie lubię, gdy o czymś tak intymnym jak wiara mówi się przez megafon, bo brodacz z krzyżem trzymał go przed ustami. Byłem kiedyś na wykładzie Olgi Tokarczuk o utopii i zapamiętałem wymyśloną przez nią utopię, w której dwie sfery będą wyłącznie prywatne – tak osobiste, że można o nich mówić tylko w domu: seks i religia. Wychodzenie z tym na ulicę byłoby karalne. Podoba mi się to. Religia, którą wymachuje się publicznie jak orężem, sama od tego oręża polegnie” (Prawda zapatrzonych).

Ludzie odrzucają koncepcję, która polega na tym, że musisz wierzyć w Chrystusa, by być zbawionym. Ludzie mogą myśleć dzisiaj, że jest to przestarzałe, prostackie, niestosowne, o wąskich horyzontach. Możemy czasem nawet usłyszeć: „Wierzcie sobie w swojego Boga, macie prawo do swojej opinii, ale nie zmuszajcie innych do wiary w Niego!”. Tacy ludzie nie uświadamiają sobie, że to właśnie oni robią chrześcijanom dokładnie to, czego im chcą zakazać. Próbują zmusić chrześcijan do zmiany swoich poglądów. Kiedy ktoś mówi „Nie nawracajcie ludzi do swojej wiary” – sam nakazuje przyjęcie swojego punktu widzenia. 

 

Człowiek odkupiony

Odpowiedź na takie podejście znajduje się w samej książce, ba, nawet w tym samym rozdziale, kilka akapitów wcześniej. Przy stacji metra w Warszawie pewien „brodacz” starał się „ewangelizować młodego przechodnia”:

„– Niewierny Tomaszu! Możesz w Niego nie wierzyć, możesz Go lekceważyć, możesz Go przeklinać, możesz Go poniżać, możesz Go... A On i tak będzie cię kochał.  O n   c i ę   k o c h a! Zapamiętaj to.

– Miłość masochisty. To mi nie imponuje – powiedział facet młodszy ode mnie ze dwadzieścia lat, poprawił krawat i odszedł zdecydowanym krokiem w stronę ruchomych schodów” (Prawda zapatrzonych).

Wyobraźmy sobie wdowę, która ma jedynego syna. Sama wychowuje go przez całe życie, poświęca się, rezygnuje z wielu rzeczy, pracuje ponad miarę – wszystko po to, by zapewnić swojemu dziecku wychowanie i wykształcenie. Po ukończeniu studiów syn już nigdy nie odwiedza matki, nie odzywa się do niej, tylko wysyła kartkę z życzeniami świątecznymi raz do roku. Czy wdowa wciąż kocha swojego syna? Czy jej miłość wobec tego też można nazwać „miłością masochisty”?

W trakcie jednej z zapisanych w książce rozmów autor usłyszał przesłanie chrześcijaństwa z ust aktora Lecha Dyblika:

„Ale zastanawiam się, panie Lechu – dodałem – czy to dobrze, że chrześcijaństwo zatrzymało Jezusa na krzyżu. Jak w jakiejś stop-klatce. Przecież on zmartwychwstał i ta historia wychodzi poza krzyż. Z niewiadomych powodów ludzie ją urywają, a istotą jest zmartwychwstanie, a nie umieranie. Za wcześnie postawiliśmy kropkę.

– Nie widzę tu błędu ludzkości – odpowiedział. – Kochać to przecież umrzeć dla kogoś. Miłość nie jest pasmem rozkoszy. Człowiek, który kocha, umiera dla swojego ukochanego. Rodzice przecież tracą zdrowie i życie dla swoich dzieci. I nie ma nagrody za miłość. Jest śmierć” (Prawda Jezusa).

Odpowiedź pana Dyblika jest Ewangelią w pigułce, a prawda, opisana przez pana Szczygła w tym rozdziale rzeczywiście jest prawdą Pana Jezusa i jednocześnie jest tą utraconą Prawdą nadrzędną, której Szczygieł tak namiętnie próbuje się pozbyć, proponując w zamian małe umniejszone „prawdki”, chociażby tak błahe jak „nie dać zasnąć ślimakowi”. W rozdziale Prawda ślimaka z Krymu oposuje historię o osiemnastoletniej kobiecie z Krymu, która przeprowadziła się do Polski w wieku szesnastu lat i przywiozła ze sobą z domu ślimaka; miał on być jedyną rzeczą z domu, która pozostała tej dziewczynie. Dziewczyna opiekowała się ślimakiem, a wyjeżdżając, prosiła znajomych o przypilnowanie ślimaczka – „I to jest moja prawda”. Jeśli prawda rzeczywiście jest czymś na tyle subiektywnym, bagatelnym i prywatnym, to czyż Hitler i Stalin też nie mieli swojej prawdy? Czyż nie mieli oni prawa do posiadania „swojej prawdy”?

 

Człowiek zmieszany

Najlepiej widać, dlaczego takie podejście jest niebezpieczne, kiedy przenosimy taki sposób myślenia o braku jedynej prawdy i o braku jakichkolwiek standardów na płaszczyznę sztuki i jej oceniania. Mówienie, że nie istnieją kryteria lub standardy, według których możemy oceniać, co jest dobre, a co złe, doprowadzi nas do tego, że Dawid Michała Anioła będzie piękny w równym stopniu co Fontanna Marcela Duchampa, który w roku 1917 na wystawie Stowarzyszenia Artystów Niezależnych w Nowym Jorku próbował wystawić swoje skandaliczne dzieło – najzwyklejszy pisuar.

A poza tym, gdyby jedyne standardy prawdy rzeczywiście nie istniały, to jak Mariusz Szczygieł mógłby wiedzieć, czy napisał dobrą książkę, czy złą?

 

Człowiek wyswobodzony

Kierkegaard, Sartre, de Beauvoir, Camus mówią nam o tym, że my sami mamy wpływ na to, kim jesteśmy, sami dokonujemy niezależnych wyborów, sami tworzymy swoją autentyczność. Sami też wyrażamy swoją wolność. Wolność jest największą wartością naszej kultury i naszego społeczeństwa. Po dziesięcioleciach bez niej próbujemy się w niej odnaleźć i nauczyć się nią posługiwać. Prawda i wolność idą w parze. „Jestem wolny, by decydować o tym, co będzie moją prawdą”. Całe szczęście, że jakieś dwa tysiące lat temu pewien Człowiek już o tym wiedział i to dlatego zostawił nam swoje pouczenie: „Prawda was wyswobodzi” (J 8, 32). I to też jest prawdą… Prawdą Nadrzędną.

Pan Szczygieł kończy swoją książkę słowami: „To jest moja prawda Anno Domini 2016. PS Może się zmienić”. Chociaż Mariusz Szczygieł żyje w XXI wieku, a w Stanachu, żyjącym w XX wieku, znalazł sobie autorytet, cieszy mnie, że wciąż pozostaje w chrześcijańskiej erze kalendarzowej, którą  zapoczątkował dzień narodzenia Prawdy „Dominum”.

 

 

author image
Aleksander Nezamutdinov - wikariusz wspólnoty Chrystusa Zbawiciela w Krakowie. Student Seminarium Ewangelicko-Reformowanego w Kijowie. Interesuje się historią Kościoła, Protestantyzmu, Austro-Węgier, Galicji oraz Krakowa. Zafascynowany slawistyką, lubi czytać i słuchać jazzu.