Dziedzictwo - Forum Myśli i Sztuki 2017 (Przemówienie)

23 Listopad 2017 autor: Aleksander Nezamutdinov

[Przemówienie wygłoszone przez wikariusza prezbiteriańskiej wspólnoty Chrystusa Zbawiciela na Forum Myśli i Sztuki 11.11.2017 r. w Krakowskiej Operze Kameralnej]


“Sztuka, z jaką zetknęło się chrześcijaństwo na początku swoich dziejów, była dojrzałym owocem świata klasycznego, wyrażała jego kanony estetyczne i zarazem była nośnikiem jego wartości. Podobnie jak w sferze życia i myśli, tak i na polu sztuki, wiara kazała chrześcijanom dokonywać rozeznania, które nie pozwalało przyjmować bezkrytycznie zastanego dziedzictwa.”

"List do artystów", Jan Paweł II


Na przestrzeni ostatnich dwóch tyśięcy lat, odkąd pojawiło się Chrześcijaństwo, dziedzictwo często było interpretowane właśnie przez sztukę. A dzięki połączeniu wiary, myśli i sztuki możemy badać, podważać i adorować naszą kulturę i spuściznę.

DZIEDZICTWO: RODZICE A DZIECI

Wszystkie utwory z dzisiejszego wieczoru zostały dobrane tak, aby nieść pewne przesłanie o dziedzictwie. Zaczęliśmy od utworów dotyczących relacji rodzice-dzieci, słyszeliśmy przepiękny i prawdopodobnie najbardziej znany utwór z musicalu “Skrzypek na dachu” - “Tradycja”. Jest to historia przede wszystkim o ojcu, którego dzieci jedno po drugim porzucają własne dziedzictwo, lub po prostu nie postępują wedle życzenia głowy rodziny. W powieści, na podstawie której został napisany ten musical znajdujemy ciekawy cytat. Oryginalny tytuł tej powieści Szolema Alejchema to “Dzieje Tewji mleczarza”. Tewje rozmawia z prawosławnym księdzem, który wypowiedział następujące słowa do Tewji mówiąc o jednej z jego córek:

“Jesteś ojcem swojego dziecka, lecz jesteś – powiada – ślepy i nie potrafisz zrozumieć swojej córki. Twoje dziecko – powiada – rwie się w inny świat, a ty tego nie pojmujesz albo nie chcesz pojąć.”

Czy jest tak na prawdę, że problem w relacjach “rodzice-dzieci” pojawia się jedynie na gruncie wzajemnego niezrozumienia się? Młodsze pokolenie “rwie się dokądś, w inny świat” wówczas kiedy rodzice ciężko pracują nad tym by móc za nimi nadążać. Wydaje się, że częstokroć to właśnie rodzice narzucają dzieciom pewien sposób myślenia i bycia, dzieci naturalnie sprzeciwiają się temu, co z kolei rani rodziców, i w wyniku tego poszkodowane są obydwie strony. Niestety nie mogę mówić na ten temat z perspektywy rodzica, ale z perspektywy dziecka wiem, że istnieje u młodej osoby naturalne pragnienie do zmieniania rzeczy i wprowadzania nowych. Dziecko nigdy nie doceni historycznej wartości lub zalet dziedzictwa.

W najnowszej adaptacji filmowej tej powieści Szolema Alejchema, która ukazała się dosłownie kilka tygodni temu, jedna z córek Tewji, w sprzeczce z ojcem, przerywając jego modlitwę szabasową rzuca mu ostre: “nie będę obchodzić WASZEJ soboty”.

Autor znanych wszystkim “Opowieści z Narnii” - Clive Lewis nazwałby to tzw. ”snobizmem chronologicznym” - czyli “bezkrytyczną akceptację klimatu intelektualnego, charakterystycznego dla naszej epoki oraz założenie, że jeśli coś odeszło do lamusa (zestarzało się), to na tej właśnie podstawie jest zdyskredytowane…”.

Innymi słowy: jeśli coś się zestarzało, to znaczy, że nigdy nie było dobre i przestaje być autorytetem. W praktyce wygląda to tak, że obecnie żyjące pokolenie uważa się za mądrzejsze i inteligentniejsze od wszystkich poprzednich. “Wszystkie żyjące przed nami pokolenia są głupie, nie to co my teraz…”

Dalej Lewis pisze:

“…Powinniśmy dowiedzieć się, dlaczego coś się zestarzało. (tak np. często dzisiaj mówi się o religii i wierze). Czy koncept ten został kiedykolwiek obalony (i jeśli tak, to przez kogo, gdzie i jak?)? Czy być może po prostu obumarł jak to zwykle dzieje się ze zmianą mody. Jeśli mówimy o zmianie preferencji, to nie powie to nam nic o prawdziwości lub fałszywości tego konceptu…”

Mówiąc inaczej: jeśli obumarła moda na pewną tradycję lub światopogląd, to samo to obumieranie nie świadczy o tym, że taki światopogląd był prawdziwy lub nieprawdziwy.

Ciąg dalszy cytatu:

“…Ponadto, dotarłem do świadomości tego, że nasza epoka jest także przemijającym “okresem”, i jak każda inna posiada pewne charakterystyczne złudzenia, i kryją się one w najróżnorodniejszych uprzedzeniach, na tyle powszechnych, że nikt nie ośmiela się ich atakować…”

Innymi słowy: my dzisiaj nie możemy uważać się za najmądrzejszych, bo juz następne pokolenie będzie myśleć inaczej. My też przeminiemy, też nie widzimy wszystkiego.

Dzieci mają tendencje do “szybkiego biegu w stronę przyszłości, im dalej od przeszłości” (“Children run so fast toward the future, from the past”) jak słuchaliśmy o tym w utworze “Nasze dzieci” z Ragtime.

DZIEDZICTWO A SPOŁECZEŃSTWO

Co zrobić jeśli twoje dziedzictwo wcale nie jest rewelacyjne? Walczyć z nim? Wyrzec się go? Zapomnieć? Co zrobić jeśli częścią dziedzictwa społecznego, którego spadkobiercami stajemy się przychodząc na świat, są takie niepożądane ideologie jak komunizm lub nazizm? Coś, co skrzywdziło wielu ludzi dookoła nas. Co jeśli częścią tego dziedzictwa jest bieda?

Z musicalu “My Fair Lady” dowiadujemy się o historii pewnej londyńskiej panny z klasy robotniczej - Elizie Doolittle, która chciała przejść o poziom wyżej i być przyjętą także w kręgach arystokratycznych. Właśnie w tym celu zgodziła się ona na lekcje elokwencji z profesorem Higginsem. Co zrobić jeśli urodziłeś się w jednej “kaście” społecznej, ale uważasz, że zasługujesz na lepszą?

W Krakowie to uczucie niesprawiedliwości też nigdy nie było obce. Wciąż nie jest. Przykładem z historii może być chociażby legenda o Nawojce. Jak głosi legenda była to pierwsza krakowska studentka, pochodząca z zamożnego wielkopolskiego rodu, która w męskim przebraniu, pod imieniem Jakuba lub Andrzeja, zapisała się na początku XV wieku na Akademię Krakowską. Po zdemaskowaniu kazano jej opuścić uczelnię.

Porównałbym dziedzictwo do ciężkiego plecaka wrośniętego w ciało człowieka, który trzeba nosić przez cały czas w trudnych warunkach i które de facto stanowi część ciała człowieka. Część ludzi powie: rzuć to, nic ci ono nie da oprócz utrudnienia - i bez tego ciężkiego - życia. Druga część powie: musisz kontynuować trud noszenia nielekkiego ciężaru jakim jest dziedzictwo, wbrew temu czy podoba ci się to czy nie. Utrudnienie polega na tym, że jest problem z obydwoma podejściami, a schody zaczynają się wtedy kiedy żyjąc w globalnym świecie zaczynamy porównywać swoje plecaki do innych.

I kiedy uświadamiamy sobie, że nasz plecak jest mniej wygodny, niż te pozostałe, zaczynamy go mniej lubić. Dlaczego tak jest, że niewygodne dziedzictwo szanuje się mniej, niż to wygodne? Czyż nie powinno się kochać je jednakowo?

Dla grupy, która skanduje “trzymaj się swego dziedzictwa”, dobrym przykładem będzie człowiek, który przychodzi na świat biednej rodzinie. Więc czy podążając za ich logiką: urodziwszy się biedakiem powinienem pozostać biedakiem? W rzeczy samej nikt biedny lub mniej uprzywilejowany tak raczej by nie chciał. Czy to pytanie zatem neguje argument o konieczności pozostawania w ramach własnej kasty? Jak dużo tego zbędnego balastu swojego dziedzictwa można zrzucić i gdzie jest ta granica? Czy znaczy to, że dziedzictwa trzeba się trzymać jedynie wtedy kiedy ono nam odpowiada i kiedy czerpiemy z niego jakieś zyski lub wygodę?

Problem drugiej grupy, która skanduje “odrzuć swoje dziedzictwo, rozładuj ten plecak!” polega na tym, że nikt nie będzie wiedział co z tym plecakiem zrobić, szczególnie wiedząc, że niektórych rzeczy z tego plecaka, chociażby takich jak język pozbyć się nie da, są wrośnięte.

DZIEDZICTWO A RELACJE DAMSKO-MĘSKIE 

W powieści o Tewji-mleczarzu czytamy o tym jak ciężko przeżywa on to, że jedna z jego córek przeszła na prawosławie po to by móc wyjść za mąż za ukochanego człowieka.

Pełno takich przykładów mamy też w historii Polski i Krakowa. Niecałe dwa tygodnie temu w naszej Wspólnocie wraz z całym światem protestanckim obchodziliśmy pięćsetlecie Reformacji rozpoczętej przez księdza dra Marcina Lutra. Newsweek przygotował cały artykuł pt. “Znani polscy protestanci. Niektóre nazwiska mogą zaskoczyć”. Jednym z takich nazwisk jest Karol Wedel, który stworzył czekoladowe imperium. Nie wiedziałem o tym, że był on niemieckim protestantem, ale le tak właśnie jest, że nie wiemy kto jest kim, ponieważ nie rozmawiamy o tym w co wierzymy. Dużo mówimy o tym co myślimy; każdy ma jakieś wierzenia, ale z jakiegoś powodu rozmawianie o nich w naszej kulturze jest prawie tematem tabu. Natomiast bardziej szokującym przykładem z artykułu w Newsweeku jest - Józef Piłsudski.

Okazuje się, że przeszedł on na ewangelicyzm w wieku 32 lat. W dokumencie poświadczającym zmianę wyznania mowa jest o tym, że aktu tego dokonał „po dostatecznym przygotowaniu i pełnym wewnętrznym przekonaniu”. Można by pomyśleć: “Świetnie! Człowiek zbadał i porównał wyznania, doszedł do pewnych wniosków”. Ale…

Dwa miesiące później w kościele ewangelickim w podlaskiej wsi Paproć Duża Piłsudski bierze ślub z Marią Juszkiewiczową. Państwo młodzi poznali się kilka lat wcześniej. Gdy zaczęli rozmawiać o ślubie, pojawił się problem: Maria była już wtedy rozwódką z dzieckiem, więc o stanięciu przed ołtarzem w kościele katolickim nie było mowy. Piłsudski zdecydował się zmienić wyznanie, by wziąć ślub w kościele ewangelicko-augsburskim.

Małżeństwo formalnie trwało do śmierci Marii, ale para rozstała się po siedmiu latach. Piłsudski luteraninem pozostał 17 lat. Zachował się dokument z 1916 r., w którym – w obecności świadka, swego adiutanta – Piłsudski wyrzeka się protestantyzmu, by powrócić do Kościoła katolickiego. Nie jest jasne, czy ów dokument miał jakąkolwiek formalną moc, dlatego 5 lat później Piłsudski zażądał od Kościoła wydania oficjalnego potwierdzenia swego powrotu do katolicyzmu.

Pozwalam sobie przywoływać takie przykłady właśnie ze względu na to, że to akurat protestantyzmu, naszego niedoszłego Wyznania Narodowego, wyznawcą którego jestem, nadużywano w celach modyfikacji swojego dziedzictwa i tożsamości po to by osiągnąć jakiś pragmatyczny cel.

Kolejnym ciekawym, ale już krakowskim przykładem o tym co można było zrobić by zaawansować w społeczeństwie dokładnie tak jak tego pragnęła i Eliza Doolittle z “My Fair Lady”, jest żydowska rodzina Szarskich z Krakowa. Jeśli byłeś na Rynku i zauważyłeś, że kamienica przy placu Mariackim nosi nazwę “Szara”, to jest to związane właśnie z historią tej rodziny, która chcąc zmienić nazwisko, utworzyła nowe od nazwy posiadanej kamienicy. Historia przekształcania dziedzictwa tego klanu jest niesamowita. Rodzina bogatych kupców żydowskich o nazwisku Feintuch konwertowała na chrześcijaństwo aż dwa razy. Najpierw w ewangelickim kościele św. Marcina na Grodzkiej, a później na katolicyzm. Każda zmiana wyznania szła w parze z przywilejami społecznymi związanymi z coraz wyższym statusem społecznym lub udogodnieniami w prowadzeniu biznesu.

Już ustaliliśmy, że są dwa sposoby w jaki ludzie zwykle reagują na własną spuściznę: albo mocno się jej trzymają i nie kwestionują niczego, przyjmują ją w pakiecie, albo winią swoje dziedzictwo we wszystkim złym i wyrzekają się go.

Jest też trzecie dość popularne podejście: kiedy tolerujemy dziedzictwo, ale podchodzimy do niego jak do szwedzkiego stołu: wybieramy tylko te rzeczy, które lubimy i które nam się podobają. To trzecie podejście również nie odpowie nam na pytanie “co robić z dziedzictwem?”, ponieważ nigdy nie nastąpi taki moment, kiedy wszyscy jednogłośnie postanowią, że A, B i C są zbędnym balastem naszej spuścizny, który trzeba zrzucić. Przykładem są takie elementy na tym “szwedzkim stole”, które polaryzują społeczeństwo. Połowa ludzi w Krakowie krzyczy: “gdybyśmy się tylko trzymali naszego dziedzictwa i gdybyśmy się trzymali naszych wierzeń, tradycji i Kościoła, to wtedy dopiero skończą się nasze problemy. Gdybyśmy tylko mogli trwać w świetności naszej przeszłości!”

Wtedy kiedy druga połowa krzyczy: “gdybyśmy tylko mogli się pozbyć Kościoła i tradycji, to wtedy wszystkie nasze problemy będą rozwiązane, dopiero wtedy będziemy szczęśliwi i bogaci i dopiero wtedy prawdziwie będziemy Europejczykami!“

Ludzie z trzeciej kategorii mówią: jakie to ma znaczenie? Wybieraj i wierz w to co Ci pasuje. Tyle że, kiedy zdania zaczynają być podzielone, jak to jest w przypadku 1. i 2. grupy, chociażby w kwestii Kościoła, to nagle to zaczyna mieć znaczenie.

Pozwolić wszystkim wybierać to, co im się podoba to droga do nikąd, bo podobają nam się różne rzeczy i będziemy się kłócić.

Jedynym rozwiązaniem tak zawiłego problemu może być tylko Nadrzędna Prawda, oraz jedynym sposobem by osiągnąć jest by wszyscy stanęli razem i wyznali, że to i to jest prawdą, że te rzeczy są dobre, a tamte są złe. Jak można osiągnąć coś takiego, jeśli nasze społeczeństwo masowo rezygnuje z Prawdy Nadrzędnej? Jeśli każdy wierzy w swoją małą “prawdkę”.

Mariusz Szczygieł komentując wydanie swojej najnowszej książki “Projekt Prawda” powiedział o swojej książce tak:

“Myślę, że może być pomocna niewierzącym. W czasach, kiedy tak dużo ludzi odchodzi od Kościoła jak u nas, potrzebne są książki, które szukają wartości poza nim. Choć oczywiście wiele wartości, jakie wyznają ateiści, to wartości chrześcijańskie. Ale nie musimy o nich rozmawiać tylko w cieniu krzyża”.

Jako protestancki duchowny zgodzę się, że można zacząć szukać nowych wartości poza jedynym konkretnym Kościołem, z którym walczy Szczygieł (bo są inne), zgodzę się nawet z tym, że ten proces poszukiwania może mieć miejsce poza cieniem krzyża, o ile samemu krzyżowi zostanie przywrócony autorytet zwierzchniej Prawdy. Natomiast, prawdą pozostaje coś zawarte w wypowiedzi Szczygła, że jeśli odeszliśmy lub odchodzimy od pewnego systemu wartości, to znaczy, że będzie potrzebny nowy zestaw takich wartości. Koło trzeba będzie wynaleźć na nowo.

Jeśli już mamy reformować swoje wartości, to możemy cofnąć się o kilka wieków wstecz by pobrać lekcję historii i upewnić się, że jako społeczeństwo nie popełnimy błędu. Popatrzeć można na Protestancką Reformację w Europie, pięćsetlecie której właśnie obchodzimy i zobaczyć jaki ona miała wpływ na życie i społeczeństwo. Reformacja była zjawiskiem tyleż religijnym, co politycznym, społecznym i cywilizacyjnym. Przeorała ona mapę Europy i stała się zaczynem wielu kolejnych zjawisk, które przełożyły się na nowoczesność. I jeśli popatrzymy na mapę państw, które pozwoliły się zreformować, to zobaczymy, że są to najbogatsze dzisiaj kraje Europy Północno-Zachodniej, w tym też Stany Zjednoczone i Australia.

Dlaczego polska gospodarka dziś tak potężnie się rozwija? Ponieważ dawno temu złapaliśmy wiatr gospodarki rynkowej, który pochodzi z Europy Zachodniej i który zarodził się właśnie dzięki Reformacji. Dlatego pozostając krajem niezreformowanym religijnie, mimo wszystko do dzisiaj czerpiemy korzyści z dziedzictwa Reformacji protestanckiej w takich dziedzinach jak praca, rynek, gospodarka.

Do których europejskich krajów wyjeżdżają najchętniej Polacy? Gdzie w Europie dzisiaj jest najwięcej Polonii? Właśnie w krajach Europy Północno-Zachodniej, tych najbardziej dotkniętych Protestantyzmem - Niemcy, Skandynawia, Wielka Brytania, Stany. Dlaczego to nigdy nie są kraje typu: prawosławna Grecja lub katolickie Włochy, Hiszpania czy Portugalia?

Spuścizna ma znaczenie. Czasem potrzebuje reformy. Czasem, można na nią po prostu inaczej spojrzeć. Ta reforma może zacząć się od nas, w naszych sercach, w naszym życiu o ile będziemy chcieli myśleć i szukać Prawdy. Wspomniany już przeze mnie wcześniej Clive Lewis w swojej książce “Chrześcijaństwo po prostu” piszę o zatrzymaniu się po to by zastanowić się i zawrócić:

“Wszyscy pragniemy postępu. Ale postęp to zbliżanie się do założonego celu. A jeśli skręcimy nie tam, gdzie trzeba, wówczas dalsza podróż przed siebie wcale nas do celu nie zbliża. Jeśli znajdziemy się na niewłaściwej drodze, postępem będzie odwrócić się na pięcie i pomaszerować z powrotem do właściwej drogi - najbardziej postępowy okaże się wówczas ten, kto zawróci pierwszy. […] Nie ma nic postępowego w oślim uporze i nieumiejętności przyznania się do błędu.”

Życzę nam wszystkim takiej odwagi do reformowania, zachowywania i przekazywania dziedzictwa, za które nie będzie nam wstyd przed pokoleniami, które przyjdą po nas.

I życzę nam by wbrew temu co powiedział Szczygieł mogło to się odbyć w cieniu krzyża. Ponieważ to właśnie na nim Jezus zrezygnował ze swojego najwspanialszego dziedzictwa, z wszechmocy, z wygody, z przywilejów boskości i królewskości po to byśmy mogli zostać dziedzicami kultury, która nigdy nie przeminie.

author image
Aleksander Nezamutdinov - wikariusz wspólnoty Chrystusa Zbawiciela w Krakowie. Student Seminarium Ewangelicko-Reformowanego w Kijowie. Interesuje się historią Kościoła, Protestantyzmu, Austro-Węgier, Galicji oraz Krakowa. Zafascynowany slawistyką, lubi czytać i słuchać jazzu.